Żeby mi za dobrze nie było dziś dostałam w Konikowie Szamana. Szaman to młody koń, jeszcze nie do końca ujeżdżony. No ale żeby go ujeździć to ktoś na min musi jeździć. Nie jestem chyba najodpowiedniejszą do tego osobą, ale też za dużo odpowiedniejszych tam nie ma. Przy siodłaniu mi pomógł Denis, bo konik trochę fikał. Wsiadłam... siodło boskie, stęp rewelacyjny, prawie nie czuć jak stąpa, kłus tez całkiem milusi :-) Trochę konik jeszcze może nie tyle nerwowy co troszkę nieprzewidywalny. Pokłusowałam trochę na małym kółku i poszłam do zastępu. KKP prowadził jazdę. Szaman ładnie szedł za końmi. Niestety ciężko było utrzymać dystans za Bestią, a ona jak tylko się zbliżał kładła uszy po sobie, pewnie jakby umiała to by warczała ;-) Poszłam na koniec za Sękacza, na którym siedział mój chłop. Sękacz jak Sękacz, krótkie nóżki, mąż postanowił nadrobić dystans galopem. OK, Szaman trochę się wyrwał, ale opanowałam i utrzymałam... Niestety chłop zrobił jeszcze raz to samo w następnym narożniku, Szaman skoczył w bok pociągnął łeb do przodu a Ikuś pojechał dalej prosto... No niezupełnie pojechał, poczuł że leci w dół, zdążyłam tylko wyciągnąć lewą nogę ze strzemienia, co do prawej to pozostało liczenie na to, że sama jakoś wyjdzie. Poleciałam na barierkę, walnęłam w nią łepetyną (kask to jest świetna rzecz) i prawą nogą (tak ładnie się obróciłam, coby na boczku wylądować), wylądowałam na boku w miękkim błotku, poczułam wszystkie mięśnie pleców (miło, że kopytem w nic nie oberwałam ;-) ). Jak się odwróciłam to Szaman właśnie leciał przez środek padoku i walił "barany". Zatrzymał się na bramce, ładnie wygięta się zrobiła %-) Niedoświadczony koń najwyraźniej zdrowo się przestraszył jak mu zabrakło jeźdźca w siodle. Pozbierałam się (kostka bolała) zabrałam zarazę na małe kółko, pochodziłam obok niego czekając aż się trochę uspokoi i wsiadłam znowu. Spokojny stęp... trochę kłusa... już żadnych szaleństw, lewej nóżce nawet za bardzo kłus się nie podobał. Przyszedł Denis, oddałam konia i jakoś udało się zsiąść. Po wstępnych oględzinach okazało się, że pod kostką mam obtartą skórę i najwyraźniej obtłuczoną. Pewnie za ten upadek trzeba będzie postawić kiedyś flaszkę ;-)

Teraz kostka już tak nie boli, najbardziej boli ambicja, chodzę normalnie. Boli jak ktoś mi na niej bokiem usiądzie (kostce, nie ambicji ;-) ) co mąż z Paskudą oczywiście musieli oboje wypróbować :-> Najgorsze jest to, że dziś się nie wyszalałam i nie wyjeździłam ;-( Na pocieszenie nażarłam się ptasiego mleczka :-)

Komentarze:

Dodaj komentarz:

Komentarze, jeśli będą obraźliwe i nie na temat lub autorka uzna to z jakichś powodów za stosowne, będą usuwane. Proszę także innych użytkowników o niekarmienie troli, jakbym nie zdążyła zawczasu na ich wypociny zareagować ;-)

[Ika]

Sznurki

Reklama