Dziś Niania się zawzięła. Ciuszki po moich ostatnich próbach nauczenia Młodego życia bez "pluchy" wyschły i był cały komplet nowych majteczek z Tygryskiem do zużycia. Do mojego przyjścia z pracy poległo 5 kompletów wszystkiego. Jednak parę sukcesów też zaliczyli. Szalona Niania nawet zaryzykowała dzisiejszy spacer bez pieluchy. Krótki i w okolicach domu, ale udany i "suchy" :-) Ja raczej taka odważna nie będę, tym bardziej, że pewnie zostanę wyprowadzona przez małego piechura dalej ;-)

Pełna obaw przejęłam Dziecia w majteczkach. Niewiele już kompletów zostało do zasiusiania, a dobrze byłoby Młodego przetrzymać i nie niszczyć tego co Niania wypracowała. A tu mi Mały zrobił niespodziankę. Bawiliśmy się w "Ajajajaj!" czyli ja stawałam po drzwiami do kuchni a Krzyś startował spod drzwi swojego pokoju i rzucał się w moje ramiona żeby go do góry podrzucić. I tak jedno "Ajajajaj!", drugie "Ajajajaj!"... "Mama usiu!" i bieg do łazienki. Zdążyliśmy! :-D Potem jeszcze parę razy do wieczora go przypilnowałam i już nic nie zmoczył. Jak się weźmie pod uwagę to, że ostatnio zasiusiwał mi wszystko z częstotliwością co pół godziny i dyskusją przy tym:
- Mama moklo! Pluchę!
- Nie. Bez pieluchy.
Tu następowało teatralne westchniecie Krzysia pt "Oj matka, matka, że też Ci się chce" i za pół godziny była dokładna powtórka ;-)
To sukces jest niezły. Krzyś był bardzo dzielny, współpracował i daliśmy radę. Ciekawe co będzie jutro...

A tak wyglądał dziś bohater dnia śpiewając "I dooooooo!" ;-) czyli "Nirvana - About a Girl" ;-)

"I doooooooo!"

Osioł też zresztą śpiewał, nawet został wpisany na listę, bo tak dzielnie robił "la la la", że się zapisał :-D Z ambitnych wykonań śpiewających i w tym wypadku także okraszonych oryginalnym tańcem mamy jeszcze w repertuarze "Waka, waka" które śpiewa "Pani Kila" ;-)

- Tata luci! Kupi ciacia. Ksisia. Ksis zje.
- A jakie? - byłam ciekawa ;-)
- Małe. Żabcia. No tak!
I wszystko jasne ;-D

Zima!

21:41:56, 15 Sty 2012 | Poziom 0 | 1 komentarz

Wreszcie napadało... Ba! Nawet dalej pada :-D Pierwszy kontakt Krzysia ze śniegiem jakiś czas temu zakończył się stwierdzeniem "Nie lubię" ;-) Potem jednak trochę zmienił zdanie, ale całkiem przekonać się nie zdążył, bo śnieg zniknął. Wczoraj zaczął pojawiać się znowu, zatem dziś przyszedł czas na ponowny kontakt...

Paskuda ubrała się w kombinezon. Młody ochoczo też dał się ubrać w swój. Sprzęty zimowe (dupoślizg, kółko i saneczki) został wyciągnięty z piwnicy i można było ruszyć na podbój górki. Krzysia zachwyciła "duzia łopata". Szedł sobie więc spokojnie i grzebał dupoślizgiem w śniegu. Na górce dopiero przekonał się, czym to wszystko grozi...

Że niby ja mam tam zjechać? ;-)

Sam oczywiście za Chiny Ludowe nie chciał spróbować. Trzeba było zatem inaczej... U mamy na kolankach to inna sprawa.

Dzieci na górce

Od razu jazda w dół wzbudziła zachwyt Krzysia :-D Potem już było niejako z górki. Saneczki? Oczywiście, że nie! Zatem lekka perswazja siłowa czyli wsadzenie dziecia na sanki i pobiegniecie do przodu i dzieć przeszczęśliwy. Zjazd samemu z górki? Oczywiście, że nie! Również lekka perswazja i... pełen zachwyt! Na dupoślizgu średnio mu samemu szło.

Krzyś na saneczkach :-)

Stanowczo wolał sanki. Można zatem zaliczyć pierwszy dzień zimy do udanych :-)

Wieczorynka

20:37:27, 15 Sty 2012 | Poziom 1 | 1 komentarz

Krzyś codziennie czeka na swoją bajeczkę wieczorem i cieszy się jak pojawia się kotek ją zapowiadający. Najbardziej lubi środy i czwartki. Wtedy jest "To Timmy" i "Miś Rupert". Wtorek też nie jest zły, jest wtedy "Miś biesie" czyli "Niebieski Miś". Dziś były Smerfy. W sumie nie zachwycają chyba aż tak jak reszta. Za to ku naszej rozrywce podczas czołówki gdy tylko pojawił się Gargamel dzieć zawołał:
- Dziadek!!!
No nie mam pytań %-)

Dialogi...

21:44:56, 02 Sty 2012 | Poziom 0 | 4 komentarze

Krzyś uwielbia rozpakowywać zakupy. Robić zresztą też, szczególnie takie dla siebie ;-) Uwielbia chodzić do Biedronki, bo mają tam koszyki z teleskopową rączką i na kółkach, który może za sobą ciągnąć i tylko po drodze pokazywać paluszkiem co mamusia ma pakować... "Mniamgi... osiem! Łosoś, socek, mlepo" Personel plus okoliczne emerytki pieje na ogół z zachwytu na takiego klienta. W domu rozsiada się nad moim plecakiem albo inną siatką i po kolei wyciąga...
- Ojej! A co to jest? Mamusia popats!
No to patrzę jak dzieć ogląda z fascynacją śmietanę.
- Śmietana - odpowiadam
Krzyś zrywa się na równe nóżki i pokazując paluszkiem na lodówkę woła:
- Do zimzie!

Innym razem wypakowuje torbę z bułeczkami o poranku w sobotę...
- Co to jest? - zagląda ciekawie i widzi białe opakowanie z czarnymi łatkami - Mlepo?
Wyciagnął kostkę i obejrzał podejrzliwie...
- Maso! - padło z radością :-) Też poszło do "zimzie"

Dziś jak niania donosi wyładowała mu się jego komórka. Taka prawdziwa z nieaktywnym simem, którą wyeksploatowała maksymalnie siostra. Zasmucił się troszkę... Niani udało się znaleźć ładowarkę, podłączyła i po godzince "zabawka" była naładowana. Niania wklepała PIN i...
- Miś! Nianiu! Suces! - radość dziecięcia była tak wielka, że aż rzucił się niani w ramiona - Dzięki!

Wczoraj poszliśmy wieczorem komisyjnie wystrzelić parę rakietek dzieciakom na radochę. Co prawda Krysia uparła się, że wytrzyma do północy, ale Krzyś nie miał takich planów i należało mu się trochę atrakcji. Rakietki okazały się marne, ale i tak dostarczyły wiele radości.
- Jeście! Jeście! - Krzyś zaczął wołać już po pierwszej - Telaz mała!
Porcja rakietek szybko się skończyła, ale okazało się, że nie tylko my strzelaliśmy. Te cudze były piękniejsze, a Krzyś zachwycony.
- Jeście! Jeście! - śmiał się...
- Końce... Bu. Pan klep! Jeście!
Do domku udało się jednak wrócić, bo ludzie zrobili sobie przerwę ;-) Grzecznie zjadł kolację a potem poszedł spać. O północy nawet nie drgnął, mimo szaleństwa za oknem. Spał sobie słodko do 9:50 rano %-)

Jak to niania ładnie mówi, miał dziś "dobry dzionek". Obudził się z uśmiechem i cały czas dokazywał. Na spacerze niestrudzony biegał w te i nazad. Otwierał bramki kluczem, jeździł ciuchcią i robił "kuku". Pogoda nawet dopisała i złapaliśmy się na dwugodzinny spacer w słońcu.

Spać dziś nie poszedł. Cały dzień spędził w doskonałym humorze i przytomnie. Muszę przyznać, że dzieć wkroczył w nowy rok bardzo optymistycznie :-) A Paskuda... Paskuda wytrzymała w nocy do północy i poszła strzelać rakietki. Wróciła zachwycona, dziś była "zmęczona" ;-)

[paskuda]

Sznurki

Reklama