Lip
24
Karmienie mieszane?
13:05:07, 24 Lip 2010 | Poziom 0 | 3 komentarze do wpisu "Karmienie mieszane?"
Gdy Młody skończył miesiąc zaczęłam wracać do pracy. Na początku były to jakieś 2 godzinki dziennie, więc nie było większych problemów. Karmiłam go przed wyjściem i biegiem wracałam. Dawał radę ;-) No ale powoli zaczął się pojawiać problem co dalej. Dwie godziny w pracy to zaczęło być miejscami za mało, a nie za bardzo można było wymagać od Niani cudów przy dwumiesięcznym dziecku. Doświadczenia w karmieniu butelką nie miałam żadnego. Paskuda miała tylko cycusia. Gdy swego czasu zdesperowana potrzebami małego cyckojada spytałam jej pediatrę o możliwość podania sztucznego mleka, zostałam zjechana z góry na dół, że jak to! Dziecko trzeba karmić piersią! Trzeba zacisnąć zęby i nie marudzić! No dobra, młoda byłam, głupia, zacisnęłam zęby i tak nam minęły trzy przecycane latka. Po tym czasie doszłam do wniosku, że wyrobiłam normę na trójkę dzieci i ewentualne następne dostanie flachę na dzieńdobry i koniec. Czy te trzy lata wyszły na dobre Paskudzie i mnie to sprawa dyskusyjna. Możliwe że na zdrowie fizyczne tak, ponoć karmienie piersią jest dla dziecka najlepsze, co prawda nie ma wiarygodnych badań na ten temat, ale tu załóżmy, że skoro natura tak chciała to ma to sens ;-) Natomiast psychicznie to już niekoniecznie. Ja byłam nerwowa i zła, bo ciągle ssana i Młoda też była nerwowa, bo wszystkie nerwy ze mnie wysysała. Kółeczko się zamykało...
Minęło 7 lat od urodzenia Paskudy gdy miał się urodzić Krzyś. Na szczęście większość traumy z jej niemowlęcego kresu minęła. Nie żebym o tym zapomniała... Jednak doszłam do wniosku, że dam radę, a jakby co to istnieją butelki i mieszanki, a ja się tym razem nie poddam laktacyjnym terrorystom. Krzyś okazał się zupełnie innym ssakiem. Brał się konkretnie do roboty i nie robił przy tym cyrków. Prawdziwy facet ;-) Zatem skoro szanował cycusia, to go bezproblemowo dostał, z obietnicą na dłużej ;-) Może nie na trzy lata jak miała siostra, ale na rok co najmniej, jeśli oczywiście sam z siebie nie zrezygnuje szybciej.
Pediatra (ten którego Paskuda dostała jak miałam dość jej pierwszej lekarki), zapytany o sztuczne karmienie, popatrzył na mnie jak na małe jasne i stwierdził, że przecież sztuczne mleko nie trucizna. Ha! No to luzik. Polecił Bebilon Comfort, bo Młody miewał kolki i można było spróbować. W zasadzie mogłam jeszcze odciągać swoje mleko, ale szczerze mówiąc mi się nie chciało. Robota koszmarna, a efekty marne. Jakoś mi to nigdy za dobrze nie wychodziło. Pozostało kupić butelkę...
Wcześniej nasłuchałam się w szpitalu, że jak się daje dziecku butelkę, to potem nie chce piersi i że nie należy tego robić. W sieci na mamuśkowych forach opanowanych przez laktacyjne wariatki było mniej więcej to samo, niemniej jednak machnęłam ręką i postanowiłam zaryzykować. Pytanie tylko jaką? Butelek skolko ugodno, smoczków tak samo... Można przebierać i wybierać górnie chmurnie i rymami. Przez przypadek znalazłam na Allegro butelkę antykolkową Tommee Tippee. Spodobała mi się, była inna nie tylko ze względu na kształt samej butelki ale także na smoczek. Marka była mi znana, bo Młody posiadał już smoczki uspokajacze z tej firmy i byłam z nich bardzo zadowolona. Estetyczne, ładnie i porządne wykonane no i nawet użytkowane z chęcią (jak na mojego dzidzia oczywiście, bo żadne z dzieci jakąś wielką miłością do smoczków nie pałało). Dziwnie było zamawiać jedną małą buteleczkę na Allegro, na szczęście okazało się, że można je kupić też w sklepie. Kosztują co prawda więcej niż Allegro z przesyłką, ale była od razu ;-)
Zgodnie z opisem na opakowaniu butelka została wygotowana, smoczek też... Przyszedł czas próby. Najpierw dałam Krzysiowi herbatkę koperkową. Zassał! Bez problemu! Okazało się, że ten dziwny wielki smoczek ssie się jak cycusia! Pełen sukces :-)) Herbatka też mu zasmakowała. Po jakimś czasie dostał też mieszankę. Odzyskałam część wolności ;-) Do tej pory Młody ssie mnie lub butelkę i nie ma z tym żadnych problemów. W międzyczasie zmieniłam mu mleko na "normalne", kupiłam większą butelkę i smoczki o większym przepływie i nic się strasznego nie stało. Pierś ssie jak ssał. Szczególnie chętnie rzuca się na mamusię jak wracam z pracy, albo tak jak dziś o poranku po kilku ładnie przespanych godzinach nocnych. Przeciętnie na dobę wychodzi coś koło 5 karmień cycem i 1-2 butelką. Jak na 7,5 miesięczne dziecko chyba ok. Poza tym wciąga przecież już prawie normalne jedzonko.
Z serii Tommee Tippee zakupiłam jeszcze:
- kubeczek niekapek. Działa! Faktycznie jest niekapkiem. Za czasów Paskudy zakupienie takiego cuda nie było proste. Avent był straszliwie drogi a reszta przeciekała. Mały pije z niego średnio chętnie. Potrafi, ale woli buteleczkę ze smoczkiem. Na razie niech ma, potem się będziemy najwyżej martwić. Na razie co jakiś czas po prostu popija z kubeczka i robi to tylko po to żeby mi sprawić przyjemność ;-) A przynajmniej na to wygląda. Kubeczek ten jest o tyle fajny, że pasuje do niego góra z butelki ze smoczkiem, czyli w szybki sposób można go zamienić na buteleczkę. Przy okazji można
- smoczki uspokajacze (silikonowe) w różnych rozmiarach odpowiednich do wieku, czyli przetestowaliśmy 0-3, 3-6, i 6+, z tym że te ostatnie krótko i raczej tylko na zasadzie gryzienia ich z różnych stron.
- gryzaczki w kształcie smoczków - przy swędzących dziąsełkach sprawdzają się super :-)
- opakowanie termiczne na butelkę - działa jak większość opakowań termicznych czyli tak sobie, ale butelka do niego pasuje :-)
- szczotkę do mycia butelek - tu rewelacja, bardzo wytrzymała i świetnie myje wszystkie zakamarki, ma także gumową końcówkę do mycia smoczków
- wkładki laktacyjne - tu mam pod pewnymi względami mieszane uczucia. Są duże i wyprofilowane, idealnie pasują do piersi, przewiewne, nie widać ich pod bluzką, tak jak np. wkładki Johnsona czy Aventu (no chyba że ktoś nosi pancerne staniki ;-)), ale przez to że są duże to ciężkie w obsłudze (poprawianie ich po każdym karmieniu jedną ręką jest kłopotliwe). Więc jeśli ktoś potrzebuje wkładki a jednocześnie bardzo często karmi, odpina i zapina stanik, to lepsze są wkładki Johnsona lub Penaten, Avent też jest całkiem niezły, Canpol Babies to badziew. Natomiast jak są potrzebne tylko na wyjście z domu to są rewelacyjne i dyskretne :-)
- dozowniki do mleka w proszku - super sprawa, jak się wybierałam z Młodym na plenerowy koncert, to do jednego mleko w proszku, do drugiego porcję kaszki, woda w butelce i opakowaniu termicznym i spokojnie można było dziecku zrobić o odpowiedniej porze jedzenie. Łatwo i higienicznie.
Na wszelki wypadek dodam, że mi za reklamę nie płacą ;-) Dzielę się na zasadzie własnego doświadczenia, może się komuś przyda. Sąsiadka, która ma córeczkę o 1 miesiąc młodszą od Krzysia, była butelką zachwycona. Wcześniej miała jakąś zwykłą i skarżyła się, że dziecię nie za dobrze sobie z nią radzi, krztusi się, a potem nie chce cycusia. Nam te cudeńka w każdym razie bardzo spasiły a karmienie mieszane okazało się w pełni osiągalne. Dzidź jest zadowolony i mama ma odrobinę wolności ;-)
Lip
21
Akcja "starszy brat" ;-)
22:02:11, 21 Lip 2010 | Poziom 0 | Komentarze wyłączone do wpisu "Akcja "starszy brat" ;-)"
Dziś Niania przyszła do pracy ze swoim dziewięcioletnim synem. Nie miała za bardzo co z nim zrobić, bo mąż miał wrócić bardzo późno i nie chciała go na aż tyle w domu samego zostawiać. Zgodziłam się i Krzyś miał dziś towarzystwo :-) Na powitanie co prawda się bardzo zdziwił, bo jak to... Niania nie przyszła sama tylko z kimś, ale już po chwili śmiał się i cieszył. Dzielnie podreptałam do pracy. Po powrocie dowiedziałam się, że w sumie dziś to pracował głównie Mikołaj. Pchał wózek, bawił się z Krzysiem i w ogóle był zafascynowany Dzidziem %-) Ciekawe czy jutro też będzie chciał przyjść z mamą do pracy ;-)
Lip
12
Tak, mam pier...ca i jestem z tego dumna
22:20:12, 12 Lip 2010 | Poziom 0 | Komentarze wyłączone do wpisu "Tak, mam pier...ca i jestem z tego dumna"
Tak, mam pierdolca i jestem z tego dumna. Resztę komentarza uznałam za obraźliwe.
Co do strony głównej to zdaje się że idea jest taka, że jest to "przegląd tygodnia" taki w którym ląduje wszystko i wszyscy i niekoniecznie jest to mieszanka lekkostrawna. Tak było parę lat temu, dzięki czemu nawiązały się fajne przyjaźnie i poznało się kilkoro bardzo miłych ludzi. Teraz na głównej rzadko co się pojawia nowego i niestandardowego, bo pewni ludzie którzy dbają o jakąś swoją wizję wykurzyli dużo ciekawych blogów na wyższe poziomy.
Sama czasem czytam główną i jak są wpisy o tym samym, czy autorów których nie trawię, to po prostu je omijam. Nikt mi nie karze tego czytać czy nawet oglądać.
A jeśli chodzi o tematykę... to niech mi ktoś pokaże w regulaminie zakaz pisania o dzieciach, ich obiadkach, kupach i spacerkach. W tej chwili to jest dla mnie istotny kawałek życia i dlatego tez blog się zrobił jak to ktoś określił "pieluchowy". Kiedyś było o Paskudzie, potem o koniach, teraz jest o Krzysiu.
Co do tego nieszczęsnego excerpt... Jogger sam z siebie przycina wpisy. Skoro to robi to nie widzę powodu żebym robiła to sama. Raz mu wychodzi lepiej raz gorzej, nie mojej babci kwiatki, jest taki bajer, to niech sobie będzie :-)
Lip
10
Gorąca sobota
22:32:34, 10 Lip 2010 | Poziom 0 | 10 komentarzy do wpisu "Gorąca sobota"
Rano Krzyś cały szczęśliwy, że mama nie poszła do pracy pospał w naszym łóżku do 9:10 :-) Ładnie się bawił i dokazywał. On ma praktycznie zawsze dobry humor, a przed południem to już w ogóle %-) Na drugie śniadanko pożarł ze smakiem tarte jabłuszko z rozpaćkaną morelą :-) Potem był spacerek po parku. W cieniu było całkiem przyjemnie, pospał 1,5 godziny. Później siedział trochę w wózeczku i patrzył sobie na świat, trochę pobujaliśmy się na huśtawce, trochę na karuzeli i przyszła pora na obiad. Do domku jakoś doczłapałam, ale łepetyna zaczynała od gorąca boleć, szczególnie że na spacer sobie do picia nic nie wzięłam :-/ No ale nie można było paść i pozdychać. Krzyś dostał obiadek, potem zrobiłam też do jedzenia coś dla nas. Było trochę zabawy, wieszanie prania i Młody zaczął wykazywać oznaki zmęczenia. Położyliśmy się razem, pocycał trochę i zaczął przysypiać. Ja też %-) Wyniosłam go zatem ledwo przytomna do łóżeczka i padłam. On pospał jakieś 1,5 godziny, ja chyba tylko godzinę. Nieźle %-)
Młody obudził się w dobrym humorze, co bardzo mnie ucieszyło bo na 19:00 wybieraliśmy się na koncert plenerowy do Parku Chopina. Mieli grać kawałki Chopina i Schumanna. Spakowałam Dzidziowi kaszkę na wynos, bo nie było szans wrócić na kolację do domku, złożyliśmy spacerówkę i pojechaliśmy. Po drodze Krzyś patrzył sobie na autka, ludzi i wszystko wokoło. Podobała mu się jazda. Udało nam się trafić na początek koncertu. Dzidź najpierw grzecznie siedział w wózeczku i słuchał. Potem zażyczył sobie dodatkowych atrakcji. No to było noszenie na rękach, siedzenie na trawie i w końcu kaszka zrobiona i spożyta w plenerze z muzyką Chopina w tle ;-) Wytrzymał grzecznie właściwie do samego końca. Wyjeżdżałam z parku jak brzmiały ostatnie nutki. Do domku dojechał już ledwo przytomny. Na szybciora była kąpiel w chłodnej wodzie i spanko.
Lip
09
Krzyś znika pudełko...
21:57:15, 09 Lip 2010 | Poziom 0 | 1 komentarz do wpisu "Krzyś znika pudełko..."
Krzyś dorwał pieluchę i pudełeczko po piernikach. Po chwili okazało się, że najwyraźniej w tym szaleństwie jest metoda. On znikał pudełko! :-D Po prostu robił mu coś w rodzaju "A kuku!" :-D
Lip
09
Nowości do jedzenia...
21:31:02, 09 Lip 2010 | Poziom 0 | Dodaj komentarz do wpisu "Nowości do jedzenia..."
Krzysiowi "normalne" mleczko najwyraźniej bardzo smakuje i nie szkodzi. Mogę zatem spokojnie po jego wieczornej kaszce wylizać kubeczek ;-) Dziś zrobiłam to z wyjątkowym smakiem, bo Młody dostał kaszkę z malinami. 90 ml ciepłej wody, 3 miarki Bebilonu, 2 łyżki kaszki ryżowej Nestle i 8 dorodnych świeżych malin. Wszystko zmiksowane na papkę w pięknym intensywnym różowym kolorze, pachnące malinami :-) Na początku spojrzał na to cudo nieufnie, pociamkał, a potem po prostu zeżarł całą ogromną porcję... Mam nadzieję, że mu nie zaszkodzi %-)
Z innych atrakcji, tym razem konkretnych, to wczoraj dostał zupkę z kawałkiem gotowanego łososia i kalarepką. Niania doniosła, że było bardzo smakowite :-)
Lip
04
Siedem ;-)
21:42:33, 04 Lip 2010 | Poziom 0 | Dodaj komentarz do wpisu "Siedem ;-)"
Upłynął kolejny miesiąc podczas którego Dzidź trochę urósł, ale bez szaleństw ;-) Siedzi już całkiem bez problemów, czasem tylko jak się zapomni robi bam do tyłu, ale rzadko i próbuje się wtedy "ratować" podpierając rączką. Chętnie sięga do zabawki, która przed nim leży. Próbuje nawet do niej podpełznąć (z tym to bywa marnie). Z pozycji siedzącej "idzie" do przodu na rączkach wyciąga się i ląduje na brzuszku sięgając w upragnionym kierunku. W ciągu ostatniego tygodnia odkrył że leżenie na brzuszku może być pożyteczne i przyjemne. Korzysta z możliwości obracania się wokół własnej osi i ze zmieniania pozycji przez turlanie. Dziś rano znalazłam go w łóżeczku leżącego na brzuszku głową w nogach i próbującego dosięgnąć swojej przytulanki do żucia, którą po jego zaśnięciu odkładam z daleka od główki.
Poza tym próbuje wstawać. Jak tylko ma czego, łapie się i podciąga. Może to być łóżeczko, wózek, wanienka, czy moje ręce. Wyraźnie chce się rozwijać w kierunku do góry ;-) Paskuda w tym wieku natomiast wyraźnie parła do przodu. Podejrzewamy Młodego że chce ominąć pełzanie i raczkowanie i od razu zacząć chodzić ;-) Zobaczymy...
Jeśli chodzi o jedzenie to jest pod tym względem super. Co prawda dalej słoiczki są błe, ale to co ja mu dam je chętnie i w dość dużych ilościach. Wczoraj rzucił się na ogóreczka małosolnego. Z lubością ssał go i jeździł nim po dziąsełkach. Nie przypuszczałam że z tego może być taki super gryzaczek. Czosnkowo- kwaśny smak najwyraźniej bardzo mu odpowiadał. Wieczorem objadaliśmy się bobem, Krzyś tak na nas zachłannie patrzył, że dałam mu 1 ziarenko. Zjadł chętnie. Najwyraźniej jest na etapie, że chętnie poznaje nowe smaki. Do tego nic mu jak na razie nie szkodzi :-) Co prawda po tym jednym ziarenku to salwy armatnie przy nim to mało, ale czuł się świetnie ;-) Dziś dałam mu po południu surową gruszkę starta na tarce do owoców. Najpierw obrałam pół. Zjadł wyjątkowo chętnie. Faktycznie była pyszna, słodka i soczysta. Jak tylko się skończyła, to na przemian odpalał wuwuzelę "yyyyyyyyyyyyyyyyy yyyyyy!" i otwierał dziubek. Dorobiłam zatem druga połowę... też pożarł ;-)
Od jakiegoś tygodnia noce trochę się poprawiły. Zaczął się budzić tylko raz... Uffff... Trochę odetchnęłam. Ciekawe jak długo potrwa ten luksus. Dziś natomiast w dzień trochę mamę wykończył. Spał co prawda 3 razy ale za to po 30-45 minut. Nie było lekko już ledwo na oczka widział, a walczył %-)
W ramach atrakcji huśtaliśmy się w parku na huśtawce, Młody jeździł w kółko na karuzeli... robił furorę wśród spacerujących starszych pań i próbował rozmontować swoją parasolkę do wózka ;-) W Mei Tai poszedł ze mną na wybory i przypilnował żebym dobrze skreśliła kogo trzeba, o ile w ogóle tu można było kogokolwiek dobrze skreślić ;-) W domu bawił się piłeczką Paskudy (oczywiście pierwsze co było to "akcja glonojad") i z zainteresowaniem obserwował jak się kula i odbija od podłogi.
W ogóle jest bardzo mądrym siedmiomiesięcznym Dzidziem. Dużo rozumie z tego co się do niego mówi, a sam z siebie też potrafi bardzo czytelnie zagrać mową ciała i minkami o co mu chodzi :-) Byle tak dalej ;-)







